Trasa PL-D-F-PL od 15.02 do 22.02
Dzień pierwszy
Zapakowaliśmy wszystkie rzeczy do MANa i zgodnie z planem o godzinie 00:15 wystartowaliśmy ze stacji paliw w Skarszewie gdzie zaparkowany był zestaw. Załadowane mieliśmy 3 różne gatunki olei hydraulicznych do Finnentrop w Niemczech. Ze Skarszewa udaliśmy się w kierunku Kalisza a dalej na Wrześnie żeby tam dostać się na autostradę A2. Jak to w nocy bywa ruch był praktycznie zerowy, drogi w miarę odśnieżone i posypane solą więc jechało się w miarę dobrze i szybko. Po dojechaniu do Wrześni wjechaliśmy na autostradę i prosto już pędziliśmy w kierunku przejścia granicznego w Świecku. 2km przed Świeckiem zjechaliśmy na chwilkę na stację po czym ruszyliśmy w stronę przejścia na którym byliśmy kilka minut po godzinie 5. Z granicy udaliśmy się w kierunku Magdeburga i Hannoveru. Przed Hannoverem wielkimi krokami zbliżała się przerwa 45 minut więc trzeba było się rozglądać za parkingiem. Jak na złość trafiliśmy na stau i na parking udało się nam dotrzeć na styk. Zrobiliśmy sobie śniadanie, wypiliśmy po kawie i ruszyliśmy dalej w drogę. Kierowaliśmy się autostradą A2 w kierunku Hamm aż natrafiliśmy na korek długości pond 5km spowodowany wypadkiem ciężarówki. Na nasze szczęście dojechaliśmy do tego w momencie kiedy policja zamknęła już drogę i puściła objazd przez Rhynern. Pokonanie tego objazdu zajęło nam dobre 40 minut po czym mogliśmy udać się już na A445 w kierunku Werl/Arnsberg. Następnie z A46 udaliśmy się na drogę 229 w kierunku Balve/Neuenrade/Werdhol ponieważ krótsza droga do Finnentrop była na mapie nie oznakowana i nie chcieliśmy ryzykować ponieważ zaczęły się spore zjazdy i ostre zakręty. Kilka kilometrów przez celem stanęliśmy żeby wykręcić drugie 45 minut przerwy ponieważ na 9h byśmy tam niedoszli. Przygotowaliśmy sobie obiad, szybko zjedliśmy i w drogę. Po 12 minutach byliśmy już w Finnentrop i nadszedł czas żeby poszukać firmy. Na CMR mieliśmy tylko nazwę miasta i firmy bez ulicy. Wjechaliśmy więc w dzielnicę przemysłową licząc, że tam znajduje się nasz cel. Po kilku rozmowach z Niemcami okazało się, że firma już nie ma tutaj swojej siedzimy i została gdzieś przeniesiona. Kiedy wracaliśmy do samochodu zatrzymała się obok nas osobówka i bardzo miły Niemiec zapytał czy potrzebujemy pomocy więc spytaliśmy się o "naszą" firmę. Ten powiedział, że mamy pojechać 4km dalej do miejscowości Heggen gdzie obecnie znajduje się cały zakład, więc biegiem do samochodu i jazda. Na miejscu podpytaliśmy dokładnie o lokalizację i zostaliśmy skierowani na pobliskie wzgórze. W końcu trafiliśmy na miejsce o godzinie 17 lecz zakład pracował tylko do 16:30 i z zaplanowanego przez Niemców rozładunku na poniedziałek nic nie wyszło. Nie było za bardzo gdzie zaparkować więc zawróciliśmy i ustawiliśmy się maksymalnie blisko krawędzi jezdni. Kiedy przygotowywaliśmy kolację nadjechał DAF, jego kierowcą okazał się Czech, który miał się ładować w tym samym miejscu lecz również się spóźnił i musiał czekać do następnego dnia. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy po piwie i spać.












Dzień drugi
Pobudka zaplanowana była na 6.30 więc kiedy tylko zagrał budzik podnieśliśmy się z łóżek i ubraliśmy się. Zrobiliśmy sobie śniadanie i po kawie kiedy to nadjechał samochód z firmy, w której mieliśmy się rozładowywać z informacja, że mamy wjechać na halę. Szybko więc zjedliśmy, dopiliśmy kawę i rura pod rozładunek. Po wjechaniu na halę tata zajął się rozładunkiem a ja poszedłem pozmywać i wziąć prysznic. Rozładunek trwał od 7:20 do 8:20. W trakcie napisaliśmy sms do szefa co dalej, mieliśmy poczekać ponieważ ustalają myjnie. Po wyjeździe z hali udaliśmy się z powrotem do Finnentrop do dzielnicy przemysłowej ponieważ tylko tam można było spokojnie zaparkować. Żadna nowa wiadomość nie nadchodziła więc postanowiliśmy się przejść. Po powrocie chwilę pogadaliśmy i ucięliśmy sobie krótką drzemkę. Następnie zrobiliśmy sobie obiad i uszykowaliśmy się do wyjścia na miasto. Uszliśmy ledwo kilka kroków kiedy nadszedł sms z adresem myjni w Hurth, Max-Planck-Str. 20 "Alfred Talke". Więc szybko udaliśmy się do samochodu i w trasę. Po dojechaniu na myjnię udaliśmy się załatwić papiery i podjechaliśmy na stanowisko do mycia. W międzyczasie dostaliśmy adresy załadunków w Le Havre "Chevron" i Rouen "Lubrizol". Po 40 minutach z certyfikatem mycia w ręce udaliśmy się w kierunku granicy niemiecko-belgijskiej w Aachen. Po drodze spotkaliśmy Polaka, który jechał również do Francji i powiedział nam, że mamy za nim jechać na parking do Batticy bo tam na pewno będzie miejsce. Po drodze na Shell'u kupiliśmy winiety i dalej w drogę. Po dotarciu na parking zjedliśmy kolację, wypiliśmy po piwie i poszliśmy skorzystać z zaplecza parkingu żeby wziąć prysznic. Po powrocie naszykowaliśmy łóżka i spać.





Dzień trzeci
Tym razem pobudka o godzinie 6. Zjedliśmy śniadanie, strzeliliśmy po kawie i jeszcze przed wyjazdem poszliśmy do łazienki na parkingu żeby się umyć i w drogę. Z parkingu wjechaliśmy z powrotem na autostradę i udaliśmy się w kierunku Liege, Namur, Charleroi, Mons i w przejścia belgijsko-francuskiego. Droga mijała nam bez większych problemów aż do przejścia granicznego na, którym to zatrzymali nas celnicy. Z racji tego, że jechaliśmy na pusto wzięli ostatnią CMR do skserowania i skierowali nas na RTG po czym puścili nas w dalszą drogę. We Francji w miejscowości Villers-Bretonneux na stacji BP wykręciliśmy 45 minut podczas których zjedliśmy obiad. W końcu przerwa dobiegła końca i mogliśmy udać się w dalszą podróż w kierunku Le Havre. Na przed ostatnich bramkach przed zjazdem na Le Havre znowu czaili się celnicy ale jak zobaczyli, że na pusto lecimy to nas nie zatrzymywali. Na miejsce dotarliśmy ok godziny 15. Zaparkowaliśmy przed bramą i poszliśmy się przejść ponieważ pierwszy załadunek mieliśmy dopiero na drugi dzień. Ze spaceru wróciliśmy o 18, pogadaliśmy chwilkę z polskim kierowcą z Den Hartogh po czym przyrządziliśmy kolację i poszliśmy spać.
Dzień czwarty
Wstaliśmy o 6, posprzątaliśmy łóżka i zjedliśmy szybko śniadanie. Następnie udaliśmy się do biura ale okazało się, że papierów na załadunek dla nas nie ma. Więc szybki telefon do szefa ale ten powiedział, że papiery muszą być na 100% ale zaraz się dowie i da znać. Za nim zdążyliśmy się rozładować przyszła jakaś Pani z biura i powiedziała, że je przeoczyła i można wjeżdżać. O 7 byliśmy już na terenie zakładu ale 2.5 godziny musieliśmy czekać aż przygotują papiery. W końcu udało się nam pojechać ładować i tutaj też strasznie się wlekło i dopiero o 16 wyjechaliśmy załadowani na parking. Poszliśmy oddać papiery i poczekać na analizę i papiery przewozowe na co zleciało znowu 2.5 godziny. W końcu po trudach, nerwach i męczarniach o 18:30 udało się nam wyjechać i udać się do Rouen, miejsca następnego załadunku. Kończył się nam powoli ogólny czas pracy więc trzeba było się śpieszyć. Dojechaliśmy na miejsce ok 20, zjedliśmy kolację, wypiliśmy po piwie i spać ponieważ do ładunek był dopiero na piątek.
Dzień piąty
Tym razem pobudka o 5, szybkie śniadanie i biegiem do biura. Załatwiliśmy papiery i jazda na wagę i pod załadunek. Tym razem całość zajęła nam 3.5 godziny i o 9:30 mogliśmy udać się w drogę powrotną do kraju ponieważ rozładunek był w Chorzowie Starym w firmie "Specol". Nasz ładunek to dwa gatunki "Oloa" 9 i 6 ton oraz "Lubrizol" 9 ton. Zdołaliśmy ujechać 0.5km i natrafiliśmy na korek z powodu jakiegoś zepsutego grata. Na szczęście uporali się z tym w miarę szybko i mogliśmy ruszyć dalej. Znów natrafiliśmy na celników, tym razem na trzecich bramkach za Le Havre ale i tym razem dali nam spokój. Do Belgii dotarliśmy w miarę szybko i w Saint-Ghislain wykręciliśmy 45 przerwy i zjedliśmy obiad. Dalej przed Namur natrafiliśmy na duży korek spowodowany drogowcami łatającymi dziury na autostradzie. Jakimś cudem staliśmy w nim tylko 15 minut i mogliśmy gnać w stronę kraju ponieważ weekend chcieliśmy już po polskiej stronie. Zgodnie z planami udało się nam dojechać w Niemczech do rozjazdu na Olpe i Siegen/Giessen gdzie spędziliśmy noc. W nocy trochę padał śnieg ale Niemcy zapobiegawczo sypali już autostrady solą.

Dzień szósty
Pobudka tym razem bardzo wcześnie bo o godzinie 2. Wypiliśmy po kawie, przegryźliśmy ciasteczka i przed wyjazdem poszliśmy skorzystać z toalety na parkingu. Autostrady dzięki sypaniu wcześniej solą były eleganckie i można było śmiało gnać. Leniwie robił się świt i powolutku przebijało się słoneczko. Po drodze na remontowanym odcinku A4 był postawiony fotoradar na ograniczeniu do 80km/h ale wyprzedził nas jakiś Niemiec i pstryknęło mu fotkę tym samym nas ostrzegając. Następnie znajdujemy sobie "dzikuska" na którym kręcimy 45 minut podczas, których spożywamy porządne śniadanie i ucinamy pogawędkę z polskim kierowcą. No i ruszamy dalej pełni optymizmu, że weekend mimo tego, że w samochodzie spędzimy w Polsce. Po drodze minęliśmy ustawione 2 patrole BAG i kilka "suszarek". Na przejściu niemiecko-polskim w Zgorzelcu jesteśmy kilka minut po 12 i od razu udajemy się na Orlen przy starej drodze na Bolesławiec a żeby zatankować MANka i wykręcić drugie 45 minut ponieważ musimy "iść na dychę". Nasz cel to stacja BP za "Zajazd pod Kogutem" na A4. Po drodze pomagamy kierowcy Iveco, któremu pękł wąż od chłodnicy ratując go odpowiednim kawałkiem węża, który był w samochodzie. Po godzinie 16 docieramy na parking i rozpoczynamy weekend. Wypijamy po piwie, idziemy na stację się umyć i po powrocie robimy kolację i wypijamy po drugim piwie. Chwilkę jeszcze pogadaliśmy i poszliśmy spać.

Dzień siódmy
Z racji niedzieli można było trochę dłużej pospać więc bez pośpiechu wstajemy po godzinie 10, idziemy się umyć i spożywamy śniadanie. Żeby nam niedziela zleciała szybciej zabieramy się za porządki w kabinie i schowkach przy beczce. I już 2 godzinki byliśmy z czasem do przodu. Poszliśmy do pobliskiego sklepu na zakupy i po powrocie przyrządziliśmy sobie obiad po, którym nastąpiła krótka drzemka. I tak jakoś zleciało do godziny 16. Znów skorzystaliśmy z zaplecza stacji. Wróciliśmy do kabiny, odpaliliśmy samochód na pól godzinki żeby podładować akumulatory i szykowaliśmy się do spania. W międzyczasie dostaje sms od nieznanego numeru, odczytuje wiadomość a tu quality06 napisał sms z masą pytań o rzeczy o których rozmawialiśmy z ekipa na IRC. I w tym miejscu pozdrowienia dla całego kanału #wagaciezka. Od razu zapewniam wszystkich a zwłaszcza K92, że stosowałem się do wszystkich wskazań co również napisałem w sms'ie I po godzinie 17 już spaliśmy.

Dzień ósmy
Pobudka o godzinie o 2:30, szybka kawa i jakieś ciasteczko na ząb i w drogę. Droga autostradą mijała szybko i spokojnie. Zaczęło się dopiero po wjechaniu na Śląsk. Dziurawo jak zawsze a do tego drogi ślizgie jak cholera ale udaje się nam bez problemu dojechać. O 7:20 wjeżdżamy na zakład ale jeszcze w biurze nie ma osoby, która może odebrać towar. Więc postanawiamy skorzystać z zaplecza firmy i wziąć prysznic i zjeść śniadanie. Punkt 8:00 podjeżdżamy pod rozładunek. Niestety wszystko idzie w mauzery. Wszystko dobrze szło do momentu kiedy okazało się, że jakiś pajac zamówił 6 mauzerów za mało. No nic, musimy czekać. Po dwóch godzinach okazuje się, że nawaliła winda w samochodzie, który miał dostarczyć pojemniki. Spojrzeliśmy z tata po sobie i załamka, planowany był na dzisiaj jeszcze załadunek w okolicie Poznania i do domu ale nic z tego nie wyjedzie. Czas pracy powoli się kończył i byliśmy już przygotowani na to, że zostaniemy tu przymusowo na noc ale dzięki chłopakowi który pomagał nam w rozładunku i kierownikowi udaje się znaleźć 6 starych mauzerów dzięki czemu możemy dokończyć rozładunek. No i dostajemy telefon od szefa, że na pusto mamy wracać do domu. Więc po rozładunku biegiem latamy z papierami i w drogę. Udaliśmy się na tarnowskie Góry i dalej na Lubliniec, Olesno, Kluczbork, Kępno, Ostrów Wlkp i Kalisz. Przez dziury, marudy jadące 50km/h i kilka "suszarek" oraz korek w Kępnie udaje się nam ledwo na 4.5h dojść do myjni znajomego w Kaliszu. Wstawiliśmy zestaw na halę gdzie mieli umyć beczkę w środku a następnego dnia zestaw zewnątrz. Przepakowaliśmy rzeczy do osobówki i udaliśmy się do domu.

Opis jak i zdjęcia nie są powalające ale zawsze coś 
Do końca tygodnia dodam jeszcze filmiki.
Miłego oglądania i czytania.
W pierwszy dzień nieporuszanym kwestii czasowych bardzo dokładnie z wiadomego powodu
|